Bliższe i dalsze okolice Ubud

W czasie pobytu w Ubud udało nam się wybrać na kilka wycieczek w dalsze i bliższe okolice Ubud, czyli właściwie do środkowej części Bali. To, co rzuca się najbardziej w oczy to ryż. Ryż jest wszędzie – zarówno w uprawie tarasowej, jak i „płaskiej”, kiedy wygląda jak młode żyto. Na małych poletkach znajduje się ryż w różnej fazie wzrostu – od dopiero co wsadzonego, aż po wielkie łodygi z dojrzałymi do zbiorów ziarnami. Na polach wre praca ręczna – widać całe rodziny zajęte pracą w polu. No i oczywiście kapliczki, żeby nad uprawami czuwały dobre duchy.

Z pól ryżowych co i raz wyłaniają się świątynie. Kilka z nich zrobiło na nas ogromne wrażenie. Przede wszystkim Pura Besakih, jedna z najważniejszych na wyspie. Ustrojona na okoliczność ceremonii, pełna Balijczyków w odświętnych strojach, głośna i ogromna. Napotkana w niej rodzina nie tylko się ze mną obfotografowała, ale także przećwiczyła angielski i poczęstowała tym, co do świątyni przyniosła, czyli owocami i waflami. Na marginesie: fenomen robienia sobie ze mną zdjęć trwa. Niezależny on od stroju, ani od dnia, nawet od wyznania osoby, która chce mieć ze mną zdjęcia. W Pura Taman Ayun robiły sobie ze mną zdjęcia także indonezyjskie muzułmanki. Ogólnie przyzwyczajam się do myśli, że znajdę się w wielu albumach na iPadach, iPhonach i innych dziwnych nośnikach. Świątynia Tirta Empul także pełna była pielgrzymów, którzy kąpali się w wodzie ze świętego źródła. Pura Taman Ayun i Pura Ulun Danu Bratan były dla odmiany bardziej okupowane przez turystów, niż przez Balijczyków. Być może jest to spowodowane ich niezwykłym położeniem, które także przyczyniło się do wpisania je na listę UNESCO. Taman Ayun, zwana Świątynią – Matką, jest otoczona dwiema fosami, z których jedna cała zarośnięta jest kwiatami. Na wyspie w jednym rzędzie znajduje się kilka świątynnych wierz, które tworzą niepowtarzalny widok. Ulun Danu Bratan jest zaś położona nad samym jeziorem Danau Baratan i wygląda, jak by się w nie zanurzała.

Zupełnie innych charakter mają miejsca silniej związane z historią wyspy. W pochodzącej z XI wieku Goa Gajah (Elephnt Cave) można obejrzeć jaskinię z pomnikiem Ganesha i trzy lingamy. W Semara Pura Complex znajdującym się w mieście o bajecznej nazwie Klungkung można obejrzeć sąd najwyższy królestwa Klungkung z XVIII wieku, kiedy rządziła w nim dynastia Dewa Agung. Zachowany jest wciąż pięknie zdobiony „pływający pawilon” stojący pośrodku jeziorka. W Gunug Kawi zobaczyliśmy dziesięć starożytnych kaplic (candi) wykutych z kamienia. Kaplice poświęcone były prawdopodobnie rodzinie Anak Wsungu, który rządził Bali. Jedna z teorii mówi, że część pomników poświęconych jest jego żonom, druga część konkubinom a jeden, ukryty w polu ryżowym, jego tajemniczej kochance. Jak było nie wiemy, ale ta ostatnia kaplica robi duże wrażanie, tak jak tarasowe pole ryżowe, w którym jest ukryta.

Niektóre z tych miejsc zwiedziliśmy podczas wycieczki zorganizowanej przez miejscową Informację Turystyczną. Jak każda wycieczka zorganizowana, ta także zawierała element wytwórczo-sprzedażowy. Przy okazji próbowaliśmy sobie z Piotrkiem przypomnieć różne dziwne wytwórnie towarów, które znajdowały się na trasie naszych wcześniejszych wycieczek. W Tunezji były to perfumy i dywany, w Egipcie papirus, w Wietnamie kokosowe cukierki. Naszym faworytem pozostaje Turcja z fabryką kożuchów, zwiedzaną w środku lata. Wracając do Bali – w tym przypadku była to mini plantacja kawy. Takich przybytków jest tutaj całkiem sporo, a w nich mini ogródek: parę kakaowców, parę krzaków kawy, wanilia, ananas, imbir. Dodatkowo w takich miejscach prezentowany jest proces parzenia kawy i oczywiście sławna w całym świecie kopi luwak, czyli najdroższa kawa świata. Dla tych co nie wiedzą, jest to kawa, która najpierw zjedzona jest przez cywetę, a następnie przez nią wydalona i dopiero wtedy czyszczona i prażona. W ogródku, który zwiedzaliśmy były też cywety. I tutaj mała dygresja. Nie wiem dlaczego, ale bardzo długo wyobrażałam sobie proces zbierania tej kawy bardzo naiwnie. Otóż jest sobie wielka plantacja kawy, po której swobodnie biegają cywety i raz na jakiś czas ktoś ową plantację przechodzi i zbiera to, co po cywecie zostało. Nic bardziej mylnego. Cywety siedzą w maleńkich klatkach, w których nie mogą się za bardzo ruszać, więc często chorują. Są karmione owocami i kawą, tak żeby proces zbierania odchodów był jak najprostszy. Szczerze powiedziawszy widok chorych i upapranych odchodami cywet skutecznie zniechęcił nas do picia kawy luwak. Bo oczywiście cała wycieczka po ogrodzie kończy się wizytą w sklepie i licznymi zachętami do zakupu tej właśnie kawy. Kawy nie kupiliśmy. Przy okazji objazdu po wsypie mogliśmy także podziwiać wulkan Batur. Oczywiście byłoby fajnie móc na niego wejść, ale tym razem nie starczyło nam czasu. Szykujemy się na wulkan Rinjani na Lomboku i wulkany na Jawie. Na razie musi nam wystarczyć tylko panorama z górą w tle.