Similiany, czyli dive-eat-sleep-repeat

Nasze safari na Similanach było jednym z tych idealnych. Po pierwsze i najważniejsze: ekipa. Pojechaliśmy w szóstkę nurków zebranych wokół The Dive, czyli centrum nurkowego, gdzie pracuje przyjaciółka z Hogi – Claire. W naszej doborowej szóstce była jeszcze mama Claire, instruktor i divemaster. Towarzystwo okazało się być nad wyraz dobrane i nurkowo i imprezowo z mamą Claire na czele:) Po znajomości dostaliśmy podobnież najlepszego (i najbardziej nieśmiałego) przewodnika Taja – Tika. Tik oprócz znajdywania ekstremalnie małych i rzadkich rzeczy pod wodą, wsławił się tym, że za każdym razem po poinformowaniu go o zasobach powietrza dziękował pod wodą robiąc wai oraz tym, że ciągle przepraszał, że nic nie znalazł i że jest ślepy. Fajnie by było, żeby „tak ślepych” było jeszcze paru azjatyckich przewodników. No więc tutaj przeszłam już do drugiego punktu warunkującego udane safari, czyli przewodnika i firmy z którą się jedzie. Popłynęliśmy z Khao Lak Scuba Adventures i był to doskonały wybór – wszystko chodziło jak w zegarku, nie było żadnych problemów, plan był realizowany konsekwentnie z całkowitym dopasowaniem do potrzeb klientów. A no i jeszcze załoga, która była naprawdę miła i profesjonalna, nie zadufana w sobie, nie przemęczona i nie obrażona na wszystko (a takie połączenie spotyka się rzadko). Dodatkowo inni pasażerowie łodzi, może z paroma wyjątkami, byli całkiem w porządku, więc nie było żadnych konfliktów.

A no i jeszcze nurkowania, to trzeci, choć jak widzicie, nie jedyny warunek sukcesu:) Similany zapamiętaliśmy z poprzedniego razu jako średnio interesujące miejsce nurkowe. Nie zobaczyliśmy wtedy nic większego, nurkowania były krótkie, często pod prąd, a nasz polski przewodnik pozostawiał wiele do życzenia. Tym razem wykorzystaliśmy nasze nurki do cna, zanurzając się codziennie po 4 razy i oglądając wszystko to, czego nie udało nam się zobaczyć wcześniej. Co ciekawe, nie były to tylko manty, których naoglądaliśmy się do woli, ale także wiele naprawdę rzadkich makro stworów, które okazały się mieszkać na Similanach. Nurki były długie i relaksujące, no może z wyjątkiem dwóch – trzech z silnym prądem. Jedyne, czego nie udało nam się zobaczyć, to rekin wielorybi. No, ale nie można mieć wszystkiego:)