Takie tam z ogrodu botanicznego

Pierwsze kroki po zrzuceniu rzeczy w hostelu skierowaliśy do ogrodu botanicznego – jedynej atrakcji, która była jeszcze czynna. Były roślinki, ptaki i bliżej nieokreślone (jeszcze) nadrzewne zwierzę. Największe wrażenie zrobił na nas ogromny latający lis który wyleciał z drzewa, o mały włos nie wplątując się Magdzie we włosy, na hasło „to chyba mały szary ptaszek tak hałasuje”. Później okazało się, że jest ich w Darwin całkiem sporo i całkiem sprawnie latają pomiędzy blokami.