Mieszkańcy dżungli

Zwiedzając dostępne kilometry szlaków pieszych poznaliśmy również kilku oryginalnych mieszkańców lokalnej dżungli. W ciągu dnia podziwialiśmy głównie roślinność, która bujnością i rozmiarami szokowała. Większości drzew i kwiatów nie byliśmy nawet w stanie nazwać, no może oprócz helikonii i ogromnego drzewa kapokowego (ceiba), które królowało na skrzyżowaniu szlaków. Następnym razem musimy zakupić przewodnik po lokalnej florze, bo większość jej przedstawicieli nie przypomina nic, co znamy.

Oprócz roślin w ciągu dnia mogliśmy też zapoznać się z niektórymi owadami, w tym z najpiękniejszym chyba motylem świata, czyli Blue Morpho. Wnętrze jego skrzydeł jest szare z kilkoma wielkimi „oczami” dla zmylenia wroga, natomiast zewnętrze to odblaskowy wręcz błękit. Nie da się pomylić tego motyla z żadnym innym, a jego nieuchwytność tylko denerwuje fotografów (widziałam ludzi zakradających się do niego na różne sposoby – bez skutków). W dzień mogliśmy też podziwiać owada, który stał się Piotrka ulubionym, a mianowicie mrówki grzybiarki (leaf cutter ant). Mrówki te wędrują niekończącymi się sznurami po poszyciu dżungli niosąc ścięte przez siebie liście. Liście zanoszą do podziemnych gniazd, gdzie hodują na nich grzyby, którymi się żywią. Ich gniazda są ogromne – podziemne tunele mogą się rozciągać nawet do 15 metrów. Nic dziwnego, że spacerując po dżungli ma się wrażenie, że są wszędzie.

W ciągu dnia można też przyuważyć ptaki, z których zdecydowanie najpiękniejsze są Motmoty (polska nazwa „piłodziób” mnie jakoś odpycha) – średniej wielkości ptaki z długim, ozdobnie zakończonym ogonem. Można do nich całkiem blisko podejść, w przeciwieństwie do innych ptaków. Podczas spacerów udało nam się jeszcze przyuważyć zimorodka amazońskiego, dzięcioła pstrego i ptaka wspinającego się po drzewach o wdzięcznej nazwie tęgoster północny.

Najtrudniej w ciągu dnia zobaczyć ssaki, bo przemieszczają się szybko i trzymają dystans. Udało nam się zobaczyć tylko aguti, sporego gryzonia, który szalał w poszyciu.

Inne oblicze ma dżungla w ciągu nocy, dlatego tak lubimy chodzić na nocne spacery. W Trimibinie prowadziła je lokalna przewodniczka, która przy okazji opowiadała sporo o mieszkańcach tego terenu. Na spacerze królowały żaby (choć nie te trujące), jaszczurki i owady, które ujawniały się na liściach. Hitem spaceru była jednak tarantula (Costa Rican red tarantula), która zaprezentowała się nam w całej okazałości. Podobno jest niegroźna, ale widok olbrzymiego włochatego pająka robi spore wrażenie. Ja w każdym razie trzymałam dystans:)