Tirimbina Lodge

Po odczekaniu 2 godzin na uroczym Gran Terminal del Caribe (jednym z 5 terminali autobusowych w San Jose) załadowaliśmy się w autokar udający się do Puerto Viejo de Sarapiqui (nie mylić z Puerto Viejo de Talamanca, które też jest po stronie karaibskiej, tyle tylko, że na południu). Droga okazała się być nieco lepka, bo klima pamiętała lepsze czasy, a przewiew okienny miał przestoje ze względu na korki. Towarzyszyła nam także muzyka, puszczana z telefonu dwa rzędy dalej (z momentami akompaniamentu słuchacza), ale w sumie dodawała lokalnego klimatu, bo były to rytmy z Ameryki Południowej. Autobus okazał się także jechać inną trasą niż myśleliśmy i nie dało się wysiąść po drodze, ale dzięki temu mogliśmy przejechać się z Carlosem na trasie Puerto Viejo – La Virgen. Carlos ma dwie córki, które sam wychowuje, za młodu woził ciężarówkami trzcinę cukrową na południu Stanów Zjednoczonych a za najlepszy samochód świata uważa Skodę Fabię, którą jeździł przez najlepsze lata swojego życia. Więcej już nie zdążył opowiedzieć, bo dojechaliśmy do celu, czyli do przycupniętego na obrzeżach dżungli Tirmibina Rainforest Center and Lodge. Po podwójnej weryfikacji naszych tożsamości ten pierwszy na naszej trasie eco lodge stanął przed nami otworem.

Tirimbina Rainforest Center to 345 hektarów prywatnego rezerwatu, który wraz z sąsiadującymi prywatnymi obszarami dżungli (z Nature Pavillon oraz z Sarapiquis Rainforest Lodge) tworzą naturalny korytarz przemieszczania się wszelakich zwierząt. Jest to o tyle cenne, że dolina rzeki Sarapiqui stanowiła kiedyś część bananowego holdingu United Fruit Company, który pozostawił po sobie głównie wyjałowione pastwiska. Kilku działaczy i parę organizacji zakupiło tereny dżungli i okolicznych pastwisk i przekształciło je w rezerwaty,  które przyczyniły się do „powrotu natury” w te regiony i stanowią teraz zaporę przed planami ewentualnej deforestacji. Tirimbina jest też stacją badawczą – model biznesowy tego miejsca zakłada, że turyści korzystający z noclegów, restauracji i płatnych wycieczek finansują badania, które odbywają się na terenie rezerwatu.  Stacja zatrudnia też tylko lokalną społeczność – zarówno do obsługi turystów jak i do prowadzenia ekologicznych wykładów i wycieczek. Rezerwat można eksplorować samemu – dla zwiedzających otwartych jest 9 km szlaków, do których można dojść przez jeden z dłuższych mostów wiszących w Kostaryce. W Tirimbinie spędziliśmy 2 dni, podczas których staraliśmy się poznać jak najwięcej jej mieszkańców i pomału przystosować się do tempa życia w kostarykańskiej dżungli.